Now Reading:
Węgiel a bezpieczeństwo energetyczne kraju?

Węgiel a bezpieczeństwo energetyczne kraju?

„Bezpieczeństwo energetyczne kraju” to hasło, które często pojawia się w deklaracjach przedstawicieli polskich władz. Zazwyczaj towarzyszą mu złowieszcze prognozy uzależnienia Polski od importu energii z zagranicy. Tak rozumiane bezpieczeństwo oznacza po prostu dalszą eksploatację rodzimych złóż paliw kopalnianych, przede wszystkim węgla. Czy rzeczywiście jest ona jednak gwarancją samowystarczalności? Szeroki ogląd sytuacji pokazuje, że droga do faktycznej niezależności energetycznej z pewnością nie jest wyłożona węglem.

Polska energetyka istotnie jest zależna. Zależna od zużycia paliw kopalnianych, których – przy nawet najbardziej szumnych deklaracjach władz – ogromne ilości są sprowadzane spoza granic kraju. Mowa tu przede wszystkim o ropie naftowej i gazie ziemnym, których odpowiednio 95,3 % oraz ponad 60 % zużycia pochodzi właśnie z importu. W ogólnym bilansie zużycia energii pierwotnej stanowi to łącznie 39 %, a więc niemal dokładnie tyle, co udział tak hołubionego przez władzę węgla kamiennego (39.3%).

Absolutna mrzonką jest długofalowe planowanie w oparciu o wydobycie (i import) paliw. Mówiąc o faktycznym bezpieczeństwie energetycznym, musimy wszak zakładać ciągłość dostaw energii. Tymczasem nie dysponujemy tak dużymi złożami paliw, aby w całości pokryć zapotrzebowanie gospodarki. Buńczuczne zapowiedzi nie uwzględniają także kosztów ekonomicznych, społecznych i środowiskowych ich eksploatacji, a te będą z czasem jedynie rosnąć. Mówiąc wprost: samowystarczalność energetyczna nie jest możliwa w polskich warunkach, a kurczowe trzymanie się węgla w rzeczywistości skazuje nas na bardzo ryzykowny i potencjalnie destruktywny model energetyki.

Sytuację pogarsza dodatkowo jeden czynnik, o którym nie wspominają apologeci przemysłu węglowego. Jest nim fatalny stan jednostek wytwórczych energii elektrycznej, z których aż 78% przekroczyło okres prognozowanej żywotności technicznej! Jest to liczba tym bardziej zatrważająca, jeśli wspomnimy o jakości powietrza, które czyni z Polski „chorego człowieka” Europy. Tym bardziej więc obecny paradygmat energetyki jawić się może tykającą bombą zegarową, na której wszyscy wspólnie siedzimy.

Nie tylko technologia nie może sprostać wyzwaniom obecnych realiów. Cały obecny, silnie scentralizowany model eksploatacji i dystrybucji energii jest reliktem minionej epoki. Jego zmiana powinna odbyć się jak najszybciej, a najwłaściwszym kierunkiem tej zmiany wydaje się model energetyki rozproszonej z silnym sektorem prosumenckim. Swoista gigantomania rodem z PRL, a więc dalsze inwestycje w wielkiej mocy bloki spalające węgiel pogłębiają dominację przestarzałej, zawodnej i de facto szkodliwej technologii. Podczas gdy Unia Europejska dostosowuje się do wymogów współczesności, polskie władze oglądają się wstecz, jakby nie zauważając (lub nie chcąc zauważyć) trendów panujących od dawna w energetyce i ekonomii. Inna rzecz, że energetyka prosumencka wzmacnia demokrację obywatelską, dla której wszelki centralizm był zawsze hamulcem, o ile nie zagrożeniem.

Polityka klimatyczno-energetyczna Unii Europejskiej dyktowana jest koniecznością znalezienia bezpiecznego rozwiązania problemów, jakie stawiają przed nami teraźniejszość i najbliższa przyszłość. Od przeszło dwunastu lat realizowane są działania mające na celu ochronę klimatu i poprawę jakości powietrza, a kluczowym warunkiem jego osiągnięcia jest redukcja gazów cieplarnianych i emisji gazów toksycznych. Tym bardziej niemożliwe jest mówienie o „bezpieczeństwie energetycznym”, jeśli dyskusja ta nie uwzględnia negatywnego wpływu zmian klimatycznych i zanieczyszczenia przyrody na całe społeczeństwa.

Europa musi zmierzyć się także z problemem kurczących się zasobów paliw oraz konkurencją ze strony dynamicznie rozwijających się gospodarek azjatyckich (głównie Chin i Indii). Dalszy rozwój gospodarczy, a tym samym także wzrost dobrobytu, wymaga rozwoju innowacyjnych technologii. Stare powiedzenie głoszące, że kto nie idzie do przodu, ten się cofa nie mogło być dzisiaj bardziej aktualne. Co dopiero mówić zaś o staniu w miejscu, jeśli wizja energetyki realizowana przez władze Polski jest po prostu krokiem w tył.

Jaka jest zatem alternatywa? Najbardziej sensownym rozwiązaniem wydaje się wdrażanie strategii energetycznej opartej na strukturze rozproszonej. Wymaga ona zerwania z centralistycznym planowaniem na rzecz budowy „od dołu”, a więc działań na poziomie miasta, gminy czy osiedla – zgodnie z zasadą subsydiarności. Pora przestać przekonywać do domniemanych zalet węgla przy jednoczesnym ignorowaniu odnawialnych źródeł energii. Dopóki zamiast realnych działań i perspektywicznego myślenia, o energetyce decydować będą doraźne, motywowane politycznie reakcje, „bezpieczeństwo energetyczne” pozostanie jedynie sloganem. Nawet nie pustym, a po prostu nieprawdziwym.

Input your search keywords and press Enter.