Now Reading:
Dlaczego import węgla kamiennego do Polski jest tak wysoki?

Dlaczego import węgla kamiennego do Polski jest tak wysoki?

  • Import węgla kamiennego do Polski wzrósł znacząco w ostatnich kilkunastu latach: z 3,4 mln ton w roku 2005 do rekordowych 19,3 mln ton w roku 2018 i 16,7 mln ton w 2019 roku.
  • W całym tym okresie dominującym importerem węgla kamiennego do naszego kraju była Rosja, skąd pochodziło przeważnie 60-65 proc. całości importu. “Czarne złoto” trafia do nas także z krajów takich jak USA, Australia, Kolumbia czy Mozambik.
  • Importowi sprzyja sytuacja na rynkach światowych, które mogą zaoferować surowiec tańszy niż ten wydobywany na miejscu.
  • Przeciwko energetyce opartej na węglu, która dominuje w polskim miksie energetycznym, przemawia jednak nie tylko wzrost kosztów wydobycia w kraju, ale i unijne mechanizmy, które mają zachęcać przedsiębiorstwa do transformacji w kierunku źródeł niskoemisyjnych.

W ostatnich kilkunastu latach znacząco wzrósł poziom importu węgla kamiennego do Polski. Choć pojawiały się trwające po kilka lat okresy stagnacji lub nawet spadków, ostatecznie dochodziło do ponownych wzrostów, których punktem kulminacyjnym były lata 2018 i 2019. Podczas gdy jeszcze w 2005 roku do Polski importowano rocznie ok. 3,4 miliona ton węgla kamiennego, w minionych dwóch latach było to – kolejno – 19,3 miliona i 16,7 miliona ton. Dla porównania, wydobycie na terenie kraju w rekordowym dla importu 2018 roku wyniosło ok. 63,4 miliona ton.

Najnowsze dane wskazują na to, że w 2020 roku import węgla będzie drugi rok z rzędu nieco mniejszy, jednak najprawdopodobniej nie wróci on do względnie niskiego poziomu z lat 2015-2016. W pierwszym półroczu 2020 roku – które zapisze się w historii z powodu wybuchu pandemii i związanych z nią restrykcji – do Polski sprowadzono ok. 5,3 mln ton węgla. To o 3 mln ton mniej niż w analogicznym okresie przed rokiem, czym chwali się publicznie strona rządowa. Niewykluczone jednak, że wysiłki przedsiębiorstw starających się nadrobić straty z czasu tak zwanego lockdownu pociągną za sobą obroty handlu międzynarodowego, w tym i import węgla.

Węgiel z Mozambiku i Kolumbii, na czele jednak Rosja

Wiele emocji w ostatnich dwóch latach wzbudziły egzotyczne kierunki, z których przybywa importowany do Polski węgiel. Jesienią ubiegłego roku aktywiści Greenpeace zablokowali transport węgla, który przypłynął z południowoafrykańskiego Mozambiku. Kilka miesięcy temu – mimo trwającej pandemii COVID-19 – do gdańskiego portu wpłynęła gigantyczna jednostka “Agia Trias” (gr. Trójca Święta). Kolos o ładowności 185 tys. ton przetransportował węgiel z Kolumbii, a jego rozładunek – jak podają lokalne media – trwał aż 4 dni.

            Nie są to jednak tylko odosobnione przypadki transportów, nagłośnione przez aktywistów czy media. Obydwa kraje znajdują się w czołówce importerów węgla kamiennego do Polski, dostarczając “czarne złoto” na potrzeby elektrowni, koksowni, ciepłowni, ale i mniejszych odbiorców. Jak wynika z danych Ministerstwa Energii, w rekordowym 2018 roku najwięcej węgla trafiło do nas z Rosji (13,47 milionów ton), ze Stanów Zjednoczonych (1,53 mln ton), Australii (1,47 mln ton) i Kolumbii (1,46 mln ton). Za nimi uplasowały się następujące kraje: południowoafrykański Mozambik (0,55 mln ton), Kazachstan (0,5 mln ton) i Czechy (0,36 mln ton).

Co ciekawe, z danych Eurostatu wynika, że import z krajów leżących po drugiej stronie globu nie był – i nie jest – niczym szczególnie nowym. Znacznie zwiększyła się jednak skala importu. Przykładowo, dekadę wcześniej ścisła czołówka importerów wyglądała tak samo, przy czym poziom importu był o ponad jedną trzecią niższy. W 2008 roku najwięcej węgla sprowadzaliśmy z Rosji (5 mln ton) i Stanów Zjednoczonych (1,7 mln ton). Tuż za nimi znajdowały się Kolumbia i Australia, jednak ze znacznie niższymi kwotami niż dziś. Były to wówczas – kolejno – niespełna 0,4 mln i 0,1 mln ton węgla.

W ostatnich kilkunastu latach niezachwianie pozycją lidera wśród importerów węgla kamiennego do naszego kraju cieszy się natomiast Rosja. Choć na przestrzeni tego czasu zdarzały się spadki poziomu importu węgla ze Wschodu, to niemal zawsze były one związane z ogólnym spadkiem notowanym w danym roku. Łącznie w latach 2016-2019 z Rosji przyjechało do Polski blisko 38 milionów ton węgla kamiennego. Wówczas rokrocznie udział tego kraju w imporcie wynosił między 60 a 65 proc. całości.

Z importu taniej niż z polskiej kopalni

W rekordowym roku 2018, kiedy do Polski importowano 19,3 mln ton węgla, kopalnie w kraju wydobyły ok. 63,4 mln ton “czarnego złota”. Wydobycie jednak – mimo krótkotrwałych wzrostów – sukcesywnie spada od upadku komunizmu. Jak wynika z danych Agencji Rozwoju Przemysłu, która na bieżąco publikuje dane na temat polskiego górnictwa, w 2008 roku w Polsce wydobyto blisko 84 mln ton węgla, przy czym dekadę później były to już tylko 63 mln ton. Dla porównania, w 1989 roku było to jeszcze blisko 177 mln ton. Równocześnie, co także obrazują dane ARP, po raz kolejny nad polskim górnictwem pojawia się problem niewykorzystanych zasobów węgla. Stan zapasów, po kilku latach spadków, ponownie notuje wzrosty. Podczas gdy na koniec 2017 roku na hałdach zalegało 1,6 mln ton węgla, dwa lata później było to już 5,2 mln ton. Na koniec lipca tego roku było to blisko 7,8 mln ton.

Pomijając kwestie pochodzenia węgla, zastanawiająca wydaje się jedna rzecz. Dlaczego do kraju, który produkuje najwięcej węgla kamiennego w całej Unii Europejskiej, sprowadza się w ostatnich latach ilości tego surowca, porównywalne z jedną czwartą wydobycia?

Jak wynika z danych Eurostatu, w 2018 roku nasz kraj odpowiadał za 86 proc. wydobycia węgla kamiennego w UE. Oprócz Polski (63,4 mln ton), działalność wydobywczą prowadziły jeszcze Czechy (4,5 mln ton), Niemcy (2,8 mln ton), Wielka Brytania (2,6 mln ton) oraz Hiszpania (0,5 mln ton). Co ciekawe, spadek produkcji węgla kamiennego w Polsce, z którym do czynienia mamy od roku 1989, wpisuje się w procesy zachodzące w całej Wspólnocie. Między rokiem 1990 a 2018 produkcja węgla kamiennego w UE spadła z 368 mln do 74 mln ton, a więc o ok. 80 procent.

Eksperci wśród ekonomicznych przyczyn takiego stanu rzeczy wymieniają najczęściej rosnące koszty wydobycia, związane między innymi z coraz głębszym umiejscowieniem najbardziej pożądanych rodzajów węgla. Nie jest także tajemnicą to, że wiele krajów poza Europą posiada łatwiej dostępne i słabo wyeksploatowane złoża węgla kamiennego, możliwe do wydobycia także metodą odkrywkową.

Jak wylicza portal Business Insider, w ubiegłym roku węgiel z Rosji przywożono do Polski po cenie równej średnio ok. 303 złotych za tonę. Jeszcze taniej było w przypadku importu z Kolumbii, gdzie cena tony węgla wynosiła średnio ok. 279 złotych, a także Republiki Południowej Afryki, skąd surowiec kosztował ok. 238 złotych za tonę. Dla porównania, jak podaje portal Wysokie Napięcie, średni koszt produkcji węgla w Polsce w ubiegłym roku wyniósł blisko 346 złotych na tonę. W roku 2006 było to niecałe 176 złotych na tonę.

Import nie pomoże cenom prądu z węgla

Wraz z kosztami wydobycia rosną także ceny energii elektrycznej w Polsce, której produkcja w ok. 50 proc. opiera się na węglu kamiennym. Blisko jedna trzecia prądu powstaje z kolei z węgla brunatnego, co czyni nas krajem, w którym transformacja energetyczna w najbliższych dekadach będzie jedną z bardziej ambitnych. Jeśli chodzi o analizowany tutaj węgiel kamienny, polska energetyka zawodowa pożera ilość oscylującą wokół 40 milionów ton rocznie: zdecydowaną większość z wydobycia krajowego.

Jak wynika z danych Urzędu Regulacji Energetyki, średnioważony koszt węgla zużywanego do produkcji energii elektrycznej w Polsce (z uwzględnieniem kosztów transportu) wzrósł w latach 2007-2018 z 62,86 zł/MWh do 83,74 zł/MWh. Średnia cena energii wytworzonej z węgla wzrosła tymczasem ze 134,20 zł/MW do 197,07 zł/MWh. Należy jednak zastrzec, że najdrożej było w roku 2012, gdy koszt węgla w polskiej energetyce wynosił 96,84 zł/MWh, a energii z węgla 208,23 zł/MWh.

Import tańszego węgla, który po części zasila także polskie elektrownie węglowe, może więc działać na korzyść przedsiębiorstw energetycznych, jednak w kontekście obowiązujących polityk unijnych wydaje się strategią krótkowzroczną.

Na koszty produkcji energii elektrycznej wpływa bowiem ponadto m.in. cena uprawnień do emisji dwutlenku węgla (ETS), wynikająca bezpośrednio z polityki energetyczno-klimatycznej państw Unii Europejskich. Dotyczy ona także Polski. W latach 2017-2019 koszt uprawnień do emisji CO2 podrożał z ok. 5 euro za tonę do blisko 30 euro. Pod koniec 2019 i na początku 2020 roku doszło do spadku cen emisji, jednak w połowie tego roku cena wróciła do okolic 26-30 euro za tonę. Jak wylicza Centrum Analiz Klimatyczno-Energetycznych (CAKE), zwiększenie celów polityki klimatycznej – co postuluje obecnie Przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen – wiązać się będzie z istotnym wzrostem kosztów uprawnień. Jeśli celem byłaby redukcja emisji o 50 proc. do 2030 roku (względem 1990 r.) i neutralność klimatyczna do 2050 roku, koszt uprawnień mógłby wzrosnąć do 34 euro w 2025 roku i 52 euro w 2030. W przypadku jeszcze ambitniejszego scenariusza redukcji emisji (o 55 proc. do 2030 roku), ceny emisji mogłyby wynieść – kolejno – 41 euro i 76 euro.

Sebastian Medoń

Input your search keywords and press Enter.