Now Reading:
Co z odkrywką Turów?

Co z odkrywką Turów?

  • Koncern energetyczny PGE planuje wydobycie węgla brunatnego w Turowie do 2044 r. Na plany te nie zgadzają się sąsiedzi – kopalnia generuje problemy z wodą oraz gruntami
  • Czechy i Niemcy nie zgadzają się także na wydobycie do 2026 r. – koncesja została wydana z pogwałceniem przepisów unijnych, gdyż nie odbyły się konsultacje transgraniczne
  • Brak planów na dekarbonizację regionu wiązać się będzie z utratą pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji dla terenów górniczych. Region może podzielić los Wałbrzycha

Odkrywka Turów znajduje się w południowo-zachodniej Polsce w tzw. worku turoszowskim i jest z trzech stron otoczona innymi państwami – Czechami i Niemcami. Lokalizacja sprawia, że negatywne konsekwencje wydobycia i spalania węgla docierają do naszych sąsiadów w znacznie większym stopniu niż generują problemy w Polsce. 

Kompleks energetyczny Turów skupia jak w soczewce wszystkie problemy związane z energetyką konwencjonalną. Począwszy od coraz wyższych cen za uprawnienia za emisje CO2 -aukcja uprawnień do emisji CO2 wynosi obecnie 38,42 euro -monopol zatrudnienia w regionie, koszty środowiskowe z tytułu gospodarki wodnej, zapylenia czy hałasu, w Turowie dochodzi ostatnio konflikt międzynarodowy z Czechami. Co więcej koncern nie chce ujawnić, jakie są rzeczywiste plany na przyszłość kompleksu – związki zawodowe górników od miesięcy prowadzą strajk ostrzegawczy, gdyż wyciekła informacja, że koniec wydobycia może przyjść dużo wcześniej – nie w 2044 r. a już w 2030 r. Ponieważ jednak ani Polski Rząd, ani koncern PGE nie chcą oficjalnie ogłosić wcześniejszej dekarbonizacji, może się okazać, że przepadną pieniądze z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji (FST). Wiemy, że z FST 3,5 mld Euro miało przypaść Polsce, ale ponieważ rząd nie podpisał deklaracji o neutralności klimatycznej dostaniemy 50 procent, czyli 1,75 mld euro. Przewiduje się, że 1-1,5 mld zł dostanie subregion Bogatynia- Zgorzelec. Jeżeli te pieniądze przepadną, mieszkańcy i zwalniani wcześniej z PGE Turów górnicy i energetycy będą pewnie chcieli uzyskać od PGE wsparcie. Problem polega jednak na tym, że wtedy PGE Turów nie będzie już istnieć, bo zastąpi go Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego. Kopalnia i elektrownia stanowią istotne źródło dochodów dla samorządów lokalnych oraz głównego pracodawcę w regionie. Dzisiaj to walor podnoszony przez wielu, może się jednak okazać, że będzie to gwóźdź do trumny.

PGE nie wysłuchało skarg Czechów i Niemców

Strona czeska od lat domaga się od Polski odszkodowania za straty, jakie państwo czeskie, a najbardziej region liberecki, ponoszą w wyniku działania odkrywki. Po 4 latach cierpliwości postanowiła użyć argumentu, jakim jest skarga do TSUE. Obok problemów z wodą Czesi skarżą to, jak Polska przeprowadziła transgraniczną ocenę oddziaływania na środowisko. Mimo że Niemcy i Czesi zgłaszali wiele uwag do raportu oddziaływania na środowisko, nie zostały one uwzględnione. RDOŚ wydała pozytywną decyzję środowiskową i nakazała działania minimalizujące, m.in. budowę ekranu szczelinującego. Ponieważ o wodach podziemnych decydują państwa członkowskie, Czesi żądają powołania międzynarodowej komisji do spraw monitoringu wody. Na razie Międzynarodowa Komisja Ochrony Odry przed Zanieczyszczeniem uznała Turów za problem międzynarodowy. Przeczytaj także: Czy kopalnie odkrywkowe pozbawiają nas wody?

Kreatywne podejście do prawa

Kopalnia Turów miała koncesję ważną do kwietnia 2020 roku. O jej przedłużenie starał się właściciel odkrywki i elektrowni – Polska Grupa Energetyczna.  20.03.2020 r., mimo oficjalnego sprzeciwu Republiki Czeskiej oraz licznych zastrzeżeń organizacji pozarządowych, samorządów oraz mieszkańców Czech i Niemiec, Minister Klimatu Michał Kurtyka przedłużył koncesję na wydobycie o sześć lat. Koncesja wydana została zaledwie dwa tygodnie po tym, jak w Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego została złożona petycja podpisana przez 13 000 osób z Polski, Niemiec i Czech wzywająca władze Unii do pilnego zajęcia się sprawą. Przedłużenie starej koncesji nastąpiło w efekcie zmiany polskiego prawa geologicznego i górniczego. W efekcie na przedłużenie starej koncesji nie musieli wydawać zgody ani Czesi, ani Niemcy.

Nowy blok elektrowni Turów i stare problemy

Problemy, które skupia Turów wynikają z wcześniejszych błędów. Koniec wydobycia byłby może łatwy do wyobrażenia, gdyby nie fakt, że przy odkrywce od 10 lat budowany jest nowy blok energetyczny – jest już prawie skończony i powoli włączany do systemu energetycznego. W 2010 r. w Polsce zaplanowano aż 15 gigawatów nowych elektrowni węglowych. Do dzisiaj zbudowano tylko ponad 4 – m.in. blok w Turowie o mocy 496 MWBlok kosztował dotychczas 4,7 mld zł – znacznie więcej niż wynosi Fundusz Sprawiedliwej Transformacji dla regionu Bogatyni. Jeżeli spełni się czarny scenariusz dla kompleksu Turów, blok stanie się kosztem osieroconym – ale już wtedy należeć będzie do NABE, a nie do PGE. Koszty bloku będą systematycznie rosnąć wraz z coraz bardziej restrykcyjnymi przepisani dotyczącymi emisji do środowiska. Jak twierdzi dyrekcja elektrowni, nowy blok będzie spełniał surowe normy ochrony środowiska. Emisja dwutlenku siarki, w porównaniu z wyłączonymi wcześniej blokami nr 8, 9 i 10, będzie prawie 20-krotnie niższa, a emisja pyłów około 10-krotnie. Dodatkowo, blok będzie charakteryzował się emisją CO2 o ok. 15 proc. niższą niż obecnie funkcjonujące bloki energetyczne w Elektrowni Turów. Nowa jednostka ma być też przystosowana do rygorów emisyjnych wynikających z konkluzji BAT, które zaczną obowiązywać od 2021 roku i zakładają wdrożenie najlepszych i najbardziej proekologicznych dostępnych technologii. To wszystko sprawia, że koszty bloku rosną, ale jego użyteczność może się okazać niepotrzebna, jeżeli dojdzie do zamknięcia odkrywki szybciej, niż przewiduje PGE. Czesi nie mają już złudzeń – nie dogadają się z Polską, dlatego weszli na drogę prawną.

Drugi Wałbrzych?

Perspektywa Czech jest oczywiście odmienna od polskiej. Mieszkańcy, co zrozumiałe, nie chcą szybkiego zamykania kompleksu. Nawet organizacje ekologiczne z Polski raczej domagają się ogłoszenia wygaszania Turowa do 2030 r. Z wielu powodów nagłe zamknięcie kompleksu byłoby problematyczne. Jednak Czechom skończyła się cierpliwość i teraz nie tylko nie zgadzają się na wydobycie do 2044 r., ale chcą podważyć wydanie decyzji środowiskowej, przedłużenie koncesji o 6 lat, a do czasu wyroku sądu chcą zatrzymać pracę odkrywki!  W procedurze przedłużenia koncesji ich zdanie nie zostało w ogóle wzięte pod uwagę. Jeżeli TSUE Przyzna rację Czechom może dojść do sytuacji niekorzystnej dla wielu osób oraz dla regionu, który na razie i tak nie jest beneficjentem środków na transformację.

Wiarygodność Turowa spada

Na tym nie koniec. Do skandalu międzynarodowego i możliwej zapaści gospodarczej regionu dochodzi jeszcze fakt, że kopalnia od lat niszczy dziedzictwo historyczne regionu Górnych Łużyc. Do gry wszedł ostatnio wojewódzki konserwator zabytków, który jest zdania, że należy objąć ochroną domy przysłupowe i uzdrowiskowe w Opolnie-Zdroju. Oznacza to, że Turów rozbudował fronty nie tylko z ekologami, ale także z instytucjami kultury i ludźmi zainteresowanymi sztuką w kontekście ekologii. Przez lata region Górnych Łużyc coraz bardziej podupadał, zabytki niszczały, nie tworzono ruchu turystycznego, ale dzisiaj się to zmienia – świadczy o tym chociażby planowany w 2021 r. plener artystyczny organizowany przez Muzeum Współczesne Wrocław oraz Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu właśnie w Opolnie-Zdroju. Filip Springer, autor m.in. książki „Miedzianka. Historia znikania” w debacie o przyszłości Opolna-Zdroju, które znajduje się na krawędzi odkrywki podkreślał, że odkrywka Turów skupia wszystkie problemy antropocenu – epoki supersprawczości człowieka oraz braku jego odpowiedzialności. 

Na to wszystko nakładają się wreszcie kwestie klimatyczne – czy podłączanie nowego bloku na węgiel brunatny i spalanie węgla do 2044 r. da się pogodzić z Zielonym Ładem czy wreszcie Porozumieniem Paryskim? Okazuje się też, że rozbudowa kopalni węgla brunatnego i wydłużenie do roku 2044 funkcjonowania elektrowni Turów jest kwestią o znaczeniu światowym – kompleks może przyczynić się do społecznych strat na całym świecie w wyniku zmiany klimatu na poziomie od 41,25 do 55,66 mld dolarów. Do takiego wniosku doszli prof. Zbigniew Karaczun, (SGH) i Andrzej Kassenberg z Instytutu na rzecz Ekorozwoju. W swoich kalkulacjach wzięli pod uwagę m.in. prognozowane emisje CO2 z należącego do Polskiej Grupy Energetycznej kompleksu Turów i szacunki kosztów społecznych emisji gazów cieplarnianych wykonane przez Uniwersytet Stanforda. W efekcie, pomijając problemy wewnętrzne czy regionalne jak możliwość zapaści gospodarczej regionu, Turów już dzisiaj jest na celowniku międzynarodowych przeciwników. Kiedy oni wygrają, mieszkańcy zostaną z bezrobociem i potężną dziurą w ziemi. PGE natomiast zmieni szyld i zapomni o swojej węglowej przeszłości.

Hanna Schudy

Input your search keywords and press Enter.